czwartek, 18 lutego 2021

Progresywny rock - muzyczny przykład na outside the box?

Outside the box (OTB / out of the box) to jak wiemy sposób myślenia poza utartymi schematami. Ileż to razy niejeden Wujek Dobra Rada podpowiada nam - “Wyjdź poza schemat”, “Zacznij myśleć samodzielnie”, “Bądź kreatywny”. O ile w dziedzinach heurystyki i psychologii napisano na ten temat setki książek o zastosowaniu biznesowym, o tyle ciężko byłoby znaleźć podobne wskazówki w odniesieniu do tak twórczej materii jaką jest muzyka.

Na początek warto byłoby krótko zwrócić uwagę na samo określenie “twórcza materia”. Mianowicie chodzi powszechne przekonanie, że utwory muzyczne powinniśmy rozpatrywać w kategoriach Sztuki, a tworzenie ich jest domeną Artystów. Już na pierwszy rzut oka coś tu nie gra. Co do zasady odgrywane czy też odtwarzane utwory muzyczne to nic innego jak dźwięki, które są reprezentacją zapisu nutowego opartego na matematyce. Jak podaje Wikipedia - “muzyka to sztuka organizacji struktur dźwiękowych w czasie.” Acha, czyli tylko tyle? Fale akustyczne “o celowo dobranych częstotliwościach i amplitudach”? 

Ktoś powie - to nie prawda. Zapis nutowy to jedno - ale wymyślenie czy też skomponowanie utworów, które będą wzbudzać emocje i chwytać za serca wymaga ludzkiej wrażliwości i kreatywności. Czy aby na pewno?



Yuval Noah Harari w swojej książce “Homo Deus” przytacza ciekawy przykład pewnego profesora, który zajmuje się zastosowaniem mechanizmów sztucznej inteligencji w tworzeniu muzyki klasycznej. W przytoczonym eksperymencie grupa badanych osób - miłośników muzyki - miała wskazać, który z odtworzonych fragmentów wg nich bardziej oddziaływuje na ich emocje. Niestety nie wiedzieli, że utwór, który okazał się zwycięski, został napisany przez program komputerowy. Wielkim przegranym badania okazał się klasyk wiedeński - Beethoven.

Rozważania te są o tyle istotne, że rock progresywny, o którym za chwilę powiemy trochę więcej, to awangardowa forma rocka, która charakteryzuje się wirtuozerią, wysokim poziomem złożoności utworów muzycznych oraz skomplikowanymi, zmieniającymi się w czasie schematami harmonicznymi, rytmicznymi i licznymi zmianami muzycznego metrum. Z jednej więc strony możemy zakładać, że taka elastyczna przestrzeń jest doskonałym miejscem, gdzie ludzka twórczość może znaleźć swoje ujście w gatunku nieskrępowanym wąskimi ramami pudełka muzyki komercyjnej. Z drugiej strony, zadanie stworzenia rock-opery doskonałej, ocenianej tylko przez pryzmat stopnia skomplikowania jej utworów, wydają się zadaniem idealnym dla osoby o ograniczonej kreatywności ale wystarczającej wiedzy teoretycznej z zakresu muzyki.

Aby rozstrzygnąć czy większy wpływ na rozwój gatunku miała kreatywność protoplastów czy może ich zamiłowanie do matematycznych schematów, powinniśmy wrócić do początków.


A na początku była… nuda. Jest końcówka maja 1967 roku. Pierwsza połowa roku nie przyniosła bardziej interesujących wydarzeń na świecie niż wybór amerykańskiego aktora Ronalda Regana na gubernatora Kalifornii. Po latach na tym stanowisku zastąpi go inny aktor. Rock’n’Roll się przejadł - 5 lipca skończy trzynaście lat - licząc od daty powstania pierwszego singla Elvisa Presleya - That’s All Right. San Francisco czeka na najgorętsze lato w dziejach - Lato Miłości. I właśnie wtedy, dokładnie 26 maja, na świat przychodzi Sierżant Pieprz - ósme dziecko Beatlesów. 


Pierwszy album progresywny w historii


“Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” uznaje się za pierwszy album progresywny w historii muzyki rockowej. Do dzisiaj zajmuje 1. miejsce na liście albumów wszech czasów czasopisma “Rolling Stone”. Beatlesi sami mówili “Znudziliśmy się bluesowym schematem więc spróbowaliśmy czegoś innego”. W tym samym czasie w drugiej połowie lat ‘60 swoje debiuty miało wiele zespołów z równolegle rozwijającej się sceny rocka psychodelicznego - Frank Zappa, Jefferson’s Airplane, Cream. Beatlesi ustanowili jednak precedens, tworząc wybuchową mieszankę gatunków i to w pionierskiej formie albumu koncepcyjnego.

Dwa lata później otrzymaliśmy kolejny kamień milowy - album “In the Court of Crimson King”. O ile Czwórka z Liverpoolu stworzyła podwaliny pod gatunek, o tyle wspomniany wyżej krążek zespołu King Crimson zawiera wszystkie najważniejsze jego cechy i ustanawia pewien kanon, do którego będą porównywane wszystkie późniejsze działa.


Lata ‘70 to złoty okres dla gatunku. Najważniejszymi zespołami tego okresu były Yes, Genesis, Kansas, wspomniany King Crimson, Jetro Tull, Pink Floyd, Focus, Camel, Marillion czy Rush, a w Polsce Grupa Niemen, Skaldowie i SBB. Mimo swojej niszowości spora część utworów trafiła do mainstreamu. “Owner of the lonely heart” od Yes, “, “Kayleigh” od Marillion czy “Another Brick in the Wall” od zespołu Pink Floyd - to tylko niektóre ze znanych hitów tamtego okresu. 


Prog-rock niewątpliwie miał wiele zalet. Przede wszystkim pokazał, że gatunek, który był po prostu jednym z wielu w muzyce rozrywkowej ma do zaoferowania o wiele więcej niż reszta. Eksperymentalne formy utworów i całych albumów, rozbudowane lub nietypowe instrumentarium, włączanie takich gatunków jak jazz, muzyka elektroniczna i folk, skomplikowane formy harmoniczne - to tylko niektóre z cech, które wyniosły go na wyższy poziom. 


Charakterystyczne było to, że albumy “progowe” bardzo często tworzyli artyści o formalnym muzycznym wykształceniu, teoretycy i praktycy, którym muzyka klasyczna jednak nie wystarczała. Z drugiej strony wpływ na twórców - szczególnie w latach ‘60 i ’70 - miały nie tylko akademickie podręczniki, ale także nierzadko dietyloamid kwasu D-lizergowego - bardziej znany jako LSD. Jest to najbardziej aktywna substancja psychodeliczna o właściwościach halucynogennych na świecie, dzięki której - według relacji osób zażywających - “otwierają się wrota percepcji”, a kreatywność może działać na nieosiągalną wcześniej skalę.


Frank Zappa - legenda lat '70

Wszystko co dobre szybko się kończy. Po każdym progresie powraca regres. Pod koniec lat ‘70 fani rocka byli najzwyczajniej zmęczeni. To co wcześniej było zaletą nagle stało się wadą. Zespołom zaczęto zarzucać przekładanie technicznej maestrii nad przekaz emocjonalny. Niektórym zespołom - takim jak Rush - wytykano wręcz matematyczne granie. Epickie, rozbudowane, kilkunastominutowe utwory oskarżano o formalizm, pompatyczność oraz - o zgrozo - odejście od “korzeni rocka” jakimi są rytm i prostota. W skrócie - nadszedł czas na punk rocka. 

Punk był w zasadzie negacją progu. Był krzykliwy, bezpretensjonalny, o nieskomplikowanej harmonii muzycznej i czasem wręcz prostackich tekstach. Zachęcał do buntu, kontestowania obowiązujących norm społeczno-politycznych a ostatecznie - anarchii. Równocześnie, gdzieś na przełomie lat ‘70 i ‘80 pojawił się kolejny podgatunek rocka, który na nowo zdefiniował to, jak intensywna i ekspresywna może być muzyka - mowa tu oczywiście o heavy metalu. Wraz ze wzrostem popularności tego gatunku rozwijała się równolegle jego scena progresywna - żywymi legendami pozostają do dzisiaj zespoły Dream Theater czy Queensryche, a w Polsce rosnącą popularnością cieszy się Riverside. 


Ale dość o historii, wróćmy do współczesności. Czy progresywny rock nie żyje od 40 lat? Oczywiście, że nie - ma się świetnie, lecz jak wszystko inne - ewoluował. Wystarczy nadmienić, że gatunek jest na tyle popularny, że od 1996 roku działa prężnie wytwórnia InsideOut Music, która pod swoimi skrzydłami zrzesza wyłącznie zespoły progresywne.

Współcześnie możemy wyodrębnić już podgatunki takie jak progresywny rock symfoniczny, space rock, art rock, folk rock, jazz rock, neo-progressive rock i metal progresywny w sosach thrashowym, death lub heavy - do wyboru. Najpopularniejsze teledyski współczesnych młodych zespołów mają po kilka milionów wyświetleń w serwisie youtube. W samej Polsce regularnie odbywają się 4 różne festiwale muzyczne poświęcone muzyce progresywnej.

Podsumowując - rock progresywny to bardzo żywotny 53-latek, który nadal inspiruje kolejne pokolenia. Nie boi się rozwijać i nie powiedział ostatniego słowa.


Leprous - przykład na współczesny rock progresywny

Wracając do postawionego na początku pytania. Czy muzyka progresywna to wynik kreatywnego procesu twórczego czy raczej średnio udana próba dążenia do technicznej doskonałości w ramach tego na co pozwala tzw. teoria muzyki? Czy może istnieje jakaś “sinusoida Krzyżanowskiego” dla muzyki rockowej, a na jej fali wznoszącej od lat ‘70 znajduje się prog, który oczarowuje swoim wdziękiem kolejne pokolenia? Który, próbuje wyjść poza schematy utworów znanych z list przebojów, aby jeszcze raz pokazać swoje kolorowe pióra?

Pytania te oczywiście zostawiam otwarte i zachęcam do dyskusji.


Osoby chciałyby zaznajomić się z klasyką gatunku (i nie tylko) odsyłam do zestawienia Magazynu Rolling Stone



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz