czwartek, 22 listopada 2018

Haken - "Vector" - recenzja (i bardzo krótka historia narodzin fana)

Tak rodzi się legenda

Słowem wstępu

Z góry przepraszam za wielokrotne odwołania do pewnego zespołu z Long Island. Kocham Dream Theater, a z tego wynikają pewne zboczenia.

A przechodząc do rzeczy

Vector to piąty studyjny album prog-metalowego bandu o tajemniczej nazwie Haken. Bardziej kumate gimby mogą znać, bo chłopaki pod tym szyldem szarpią za druty dopiero od 2007 roku. Okazuje się jednak, że już zdążyli zrobić małą rewolucję w prog-rockowym światku. Ale po kolei...

Moje pierwsze zetknięcie z Haken to rok 2014 i album Mountain. To było mniej więcej tak... Najpierw wcisnąłem play. Mijają trzy utwory -  banan nie schodzi z twarzy. W połowie płyty zbieram połowę szczęki, która jednak opadła do podłogi. Koniec. Album riplej. 10 razy, 20 razy, 50 razy, wsiąkłem bez reszty.

Potem było zapoznawanie się z resztą dyskografii, która jak się okazało składa się tylko 3 albumów. Dobre (choć nie tak wybitne jak Mountain) albumy Aquarius i Visions - poszło jak po maśle. Później dostaliśmy EP-kę Restoration, która tylko zaostrzyła apetyt na więcej. Czwarty studyjny album - Affinity - nieco ostudził mój zapał. Klimat lat '80 - OK, ale brakło tu polotu z Mountain, chwili oddechu w tym metalowym mętliku złożonym z powyginanych dźwięków. Do dzisiaj ten album pozostawił u mnie lekką niestrawność.

I w końcu jak piorun z nieba - dzień 26 października - tajdal poleca nowy album Haken. "Okej - pomyślałem - dawać ich!"


Znalezione obrazy dla zapytania vector haken

Od strony technicznej nigdy nie można było się do tego londyńskiego sekstetu przyczepić - Vector nie jest wyjątkiem. Panowie prze 45 minut (tak, tylko tyle! o tym później) no cóż... nie dłubią w nosach. Ilość dźwięków wytworzonych przez całkiem tradycyjne instrumentarium (dwie gitary, bas, keybord, perkusja) może przyprawić o zawrót głowy. Podobnie jak w przypadku jazzu - tutaj nie da się przesłuchać album raz a potem pogwizdywać sobie beztrosko melodie. Trzeba tym utworom poświęcić trochę czasu aby zagrały naszych głowach tak, jak to zaplanował sobie Richard Henshall i spółka. Na szczęście oprócz znanych przesterów i syntetycznych efektów mamy sporo nieoczywistych zagrywek. Idąc po kolei...

Album otwiera - co tu dużo gadać - epicki, filmowy wstęp pt. Clear, który z pewnością będzie rozpoczynał koncerty na nadchodzącej trasie. Mniej jednak przypomina Ecstasy of Gold Morricone otwierający koncerty Metallica, a bardziej ciężkie fragmenty muzyczne skomponowane przez Hansa Zimmera na potrzeby współpracy z Christopherem Nolanem.
Pierwszy "właściwy" utwór to Good Doctor, który był za razem pierwszym singlem promującym wydawnictwo. Niesamowite jest, z jaką precyzją zespół zdołał określić środek ciężkości pomiędzy tym co melodyjne i co nawet nosi znamiona komercji (jakże potrzebnej przy promocji czegokolwiek), a tym co charakterystyczne dla progresywnej stylistyki i samego stylu zespołu. Co więcej, Good Doctor w przeciwieństwie do wielu singli, zysku je po kolejnych przesłuchaniach, a w środku utworu udało się nawet wpleść jazzowy fragment.
Kolejny utwór - Puzzle Box - to po prostu sztos. Przez wielu uważany za najlepszy kawałek na albumie. Ma wszystko w prog'u najlepsze - zwariowane tempo, zmiany metrum, wywijasy na keybordzie i gitarach i epickie zakończenie. Co ciekawe znalazło się tu miejsce na trip-hopowy fragment, który pozwala zwolnić trochę tempo przed wielkim finałem - mi osobiście kojarzy się z Massive Attack.
Veil - kolejny bardzo dobry utwór. Wybrzmiewają na nim echa z Mountain choć oczywiście nie jest to autoplagiat. Po prostu chyba jest jedynym nie-tak-znowu-oryginalnym (choć najdłuższym) utworem na tym krążku (tak, bo ja wciąż mam odtwarzacz na krążki). Poza tym, jeśli ktoś jest fanem gitary basowej, to w tym utworze znajdzie jej sporo.
Instrumentalny Nil by Mouth - o panowie i panie, ten kawałek nie bierze jeńców! Jest tam tyle prog'u ile bozia dała na to miejsca w prawie 7 minutach. Moim zdaniem to taka hakenowska odpowiedź na Dance of Eternity ze Scenes from a Memory od Dream Theater. 
Jedyny kawałek, który można rozpatrywać wa kategorii ballady to Host. Oczywiście ballady mrocznej, w dodatku z ciekawym akompaniamentem trąbki. Najspokojniejsze jej fragmenty przypominają mi trochę klimaty Riverside.  
Finałowy numer to jeden z moich ulubionych. Może nie jest najbardziej rozbudowany, ale A Cell Divides ma świetnym motyw przewodni, który który sprawnie wykorzystuje potencjał wokalu Rossa Jenningsa. 

A właśnie - wokal. Powiem jedynie, że mnie osobiście przypadł do gustu od pierwszego spotkania z zespołem, a w połączeniu z chórkami daje niesamowite efekty, choć te najlepiej oddawał przywoływany już Mountain.
Przyznam, że wgłębianie się w warstwę tekstową i historię opisaną na Vector jest dopiero przede mną. Zrobię to jednak z przyjemnością, bo album w formie koncepcyjnej porusza istotne tematy z zakresu psychologii i psychoanalizy.
Trzeba też wspomnieć, że na całym albumie słychać echa z Affinity - nie w samych kompozycjach, ale w palecie efektów, z których z nieskrywaną przyjemnością korzysta klawiszowiec Diego Tejeida. Nie raz usłyszymy tu 8-bitowe wstawki, a wtedy zakręci się łezka na myśl o godzinach spędzonych przy Pegazusie.

Czy album ma jakieś minusy? Tak - długość. 45 minut to słaby wynik jak na prog-rockowe standardy. Z drugiej strony to chyba lepiej, że chłopaki podczas produkcji odrzucili kolejne dwa takie-sobie utworki, które mogłyby odstawać od niesamowicie wysokiego poziomu całości. A poza tym od czego jest przycisk "Reply album"? :]

A teraz podsumowując. Vector to arcydzieło współczesnego progresywnego metalu i dowód na to, że mamy godnych następców Dream Theater. Umówmy się - chłopaki z teatru marzeń najlepsze albumy mają za sobą. Nadal mogą robić albumy dobre i bardzo dobre, ale moim zdaniem nie wejdą już nigdy na poziom wspomnianego Scenes From a Memory czy Six Degrees of Inner Turbulence. I to nie jest ich wina - ludzie po prostu się starzeją :] Co do Hanken, może się okazać, że ich Opus Magnum dopiero czeka gdzieś tam, na horyzoncie.

Moja ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz